Zrobię z niego działające narzędzie: liczy tak, jak liczycie u siebie, działa bez internetu i instaluje się bez pytania działu IT. Wycena i termin stałe, ustalone przed startem.
Zaczyna się niewinnie: ktoś robi arkusz, żeby policzyć jedną rzecz. Po roku ma czternaście zakładek, trzy warianty w różnych folderach i kolumnę, której nikt nie rusza, „bo się wtedy psuje".
Po dwóch–trzech latach ten sam arkusz jest już częścią procesu. Aktualizuje go jedna osoba, która wie, gdzie co jest — i to jest największe ryzyko w całej firmie. Nie awaria serwera. Urlop.
Do tego dochodzi cicha strata, której nikt nie liczy: przeklejanie tych samych danych, sprawdzanie dwa razy, bo przy zmianie wielkości partii formuła kiedyś się rozjechała, i czekanie, aż ta jedna osoba wróci i potwierdzi wynik.
Alternatywa, którą zwykle się słyszy, to system za kilkadziesiąt tysięcy złotych i pół roku wdrożenia. Dla firmy, która potrzebuje jednego działającego narzędzia, to jest odpowiedź na inne pytanie.
Prawie każde zlecenie sprowadza się do jednego z tych czterech kształtów. Jeśli Wasz przypadek przypomina któryś z nich, mam już gotowy szkielet i idzie szybciej.
Składniki w procentach, skalowanie partii w górę i w dół, koszt, karta do wydruku. Także w drugą stronę: mam 3,2 kg tego surowca — jaka jest największa partia, którą z tego zrobię? Otwórz działający przykład →
Dobór opakowania, dyszy, uszczelnienia, wariantu produktu. Dziś zwykle tabela z funkcją
WYSZUKAJ.PIONOWO, którą rozumie jedna osoba. Po zmianie: pytanie, odpowiedź i uzasadnienie
wyboru — czytelne dla każdego, kto siada do tego pierwszy raz.
Kontrola jakości, awaria, pomiar, protokół odbioru. Wpis na telefonie przy maszynie zamiast kartki i przepisywania wieczorem do komputera w biurze. Eksport do PDF i CSV, z datą i podpisem.
Indeksy zakupowe, oprzyrządowanie, formy, mapowanie „nasz kod ↔ kod dostawcy". Przyślijcie zestawienia z projektów, a dostaniecie jeden spis z wyszukiwaniem — plus odpowiedź, co się powtarza, a czego użyliście raz w życiu.
Nie ma tu Waszego przypadku? To nie znaczy „nie" — to znaczy, że porozmawiamy 15 minut i powiem wprost, czy to się opłaca zrobić, czy lepiej zostać przy arkuszu.
Bez rejestracji, bez konta, bez systemu zamówień. Faktura przelewem, jak u każdego innego podwykonawcy.
Formularz na dole tej strony. Bez załączników: co robicie dziś ręcznie, ile osób z tego korzysta, ile czasu to zjada tygodniowo i w czym to dziś żyje. Plik przysyłacie dopiero w odpowiedzi na mojego maila — wrażliwy arkusz nie powinien lądować na serwerze obcego dostawcy formularzy przy pierwszym kontakcie.
To nie jest rozmowa sprzedażowa. Chcę zobaczyć plik i powiedzieć, czy to jest prosta rzecz, czy poważniejsza. Jestem dyspozycyjny przez cały dzień — wolę umówić coś, co realnie dowiozę, niż obiecywać na wyrost.
Co robię, do kiedy, za ile i czego nie robię. Ten ostatni punkt jest tam celowo: przy stałej cenie to on chroni obie strony przed rozjazdem. Osobno zapisane, co zostaje Wasze na wyłączność, a co jest moim ogólnym komponentem.
Dostajecie link do przeglądarki i sprawdzacie na własnych danych. Poprawki nanosimy tutaj — zanim cokolwiek trafi na komputery w firmie.
Jeden plik, instalacja w profilu użytkownika, bez uprawnień administratora i bez internetu. Po miesiącu odzywam się z jednym pytaniem: używacie i czego brakuje.
Ktoś musi najpierw zbudować aplikację: logowanie, nawigację, wydruki, instalator, wersję językową. Dopiero potem zaczyna się Wasz proces. Stąd biorą się terminy liczone w miesiącach i kwoty liczone w dziesiątkach tysięcy — płacicie głównie za rusztowanie.
Rusztowanie już stoi: Portal Inżynierski ma nawigację, wyszukiwarkę, eksport PDF, wersję polską i angielską oraz instalator działający bez praw administratora. Wasze narzędzie jest kolejnym kafelkiem, więc czas idzie wyłącznie na to, co jest u Was specyficzne.
Narzędzia liczą lokalnie i nie wysyłają niczego na serwer. Pliki przysłane do wyceny służą wyłącznie do zbudowania Waszego narzędzia. Pracuję pod umowami o poufności od lat — to standard, nie wyjątek.
Jedna kwota ustalona przed startem, nie rozliczanie godzin. Wycena i termin trafiają do Was w ciągu 24 godzin od rozmowy.
Pasowania, wciski, spoiny, wyboczenie, sprężyny, siłowniki — wszystko, co jest w Portalu w dniu dostawy, jedzie razem z Waszym narzędziem. Bez dopłaty, bo i tak już istnieje.
Wycena jest stała i podawana z góry, po jednej krótkiej rozmowie i obejrzeniu Waszego arkusza. Nie rozliczam godzin, więc cena i termin nie zmieniają się w trakcie. Zakres jest opisany na piśmie, razem z tym, czego w nim nie ma.
Prosty kalkulator albo selektor z jednego arkusza to zwykle 1–2 dni robocze. Narzędzie z bazą, wyszukiwarką i eksportem to 4–7 dni. Skorupa Portalu — nawigacja, wydruki, wersja polska i angielska, instalator — już istnieje, więc czas idzie na Wasz proces, a nie na budowanie aplikacji od zera.
W typowym przypadku nie. Narzędzie instaluje się w profilu użytkownika, bez uprawnień administratora, i działa offline — jak przeglądarka albo edytor kodu. Nie potrzebuje serwera, konta ani połączenia z internetem.
Zostają u Was. Narzędzie liczy lokalnie, nic nie wysyła na serwer. Pliki, które przyślecie do wyceny, służą wyłącznie do zbudowania Waszego narzędzia i nie trafiają do żadnej innej realizacji. Pracuję pod umowami o poufności od lat.
Wasze dane, receptury, indeksy i reguły są Wasze na wyłączność i nie są używane nigdzie indziej. Ogólne komponenty, które przynoszę ze sobą — szkielety obliczeniowe i moduły Portalu — pozostają moje i mogą trafić do innych realizacji. To rozróżnienie jest zapisane w potwierdzeniu zakresu, zanim zacznę.
Rundy poprawek są wliczone w cenę i ustalone z góry. Najpierw dostajecie wersję do klikania w przeglądarce, więc poprawki nanosimy zanim cokolwiek instalujecie. Zmiany wykraczające poza uzgodniony zakres wyceniam osobno, też stałą kwotą.
Odpowiem, czy to jest coś, co warto zrobić, i ile mniej więcej zajmie. Jeśli uznam, że lepiej zostać przy arkuszu, napiszę wprost — to tańsze dla nas obu niż wycena czegoś, co nie ma sensu.